Ostatnio na piedestał debat nad kondycją polskiego kina wyniesiona została tak zwana Wiosna Krytyków, którą zainicjował jeden z najbardziej znanych krytyków filmowych w kraju nad Wisłą – Tomasz Raczek.
Wyobraźmy sobie precyzyjnie ułożone kostki domina z napisami typu: miłość, prawda, rodzina, dom, ojciec, rodzeństwo, troska…, które przybrały kształt kręgosłupa.
Po dotychczasowych filmach Wojciecha Smarzowskiego, w których reżyser pokazywał wyłącznie to, co chcielibyśmy wyprzeć z naszej świadomości, jego najnowszy film, Róża, może stanowić dla widzów spore zaskoczenie.
Boję się słów „mieszczański” i „mieszczaństwo”. Sugerują szufladkowanie postaw bez względu na okoliczności; poza tym – jakie mam prawo, wypowiadając to słowo, oceniać osobę czy sytuację?
Zafundowałam sobie ostatnio kinową edukację z historii najnowszej. Stoczone starcia: 2. Wynik: 1;1. Wnioski: niby źle nie jest, ale też na pewno nie na medal.
Film reklamowany jako dzieło twórców „Labiryntu Fauna” oraz „Sierocińca”, z Eduardo Noriegą w jednej z głównych ról, zapowiadał się na ciekawy kąsek. Niestety, ów kąsek okazał się mocno przeterminowany.
Od kilku dni na ekranach polskich kin możemy oglądać „Naznaczonego”, najnowsze dzieło Jamesa Wana - reżysera kultowej już „Piły”, która swego czasu pozwoliła na nowo zabłysnąć horrorom spod znaku gore. Nowy film Wana oparty jest zdecydowanie na innej tonacji; przede wszystkim nie razi niezwykle estetyzowana brutalność, z jaką mieliśmy do czynienia w poprzednich produkcjach tego reżysera.