Jesteśmy okiem na ku...

Logowanie


Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się, zajmie Ci to nie więcej niż minutę.

Połącz
Do logowania możesz użyć swojego konta na facebooku. Aby to zrobić kliknij Połącz
publikuj swoje teksty

Trochę dobrego dołu

10 najsmutniejszych utworów w historii muzyki.

Jest zima – podobno, bo właściwie to za oknem telepie się coś pomiędzy jesienią a zdychającą, zimową krupą. Taka pogoda idealnie koresponduje z tym, co wam za chwilę zaprezentuję. Właściwie to lepiej słuchać tych utworów na wiosnę, bo teraz może się komuś coś stać. Oto utwory, które bolą. Oto utwory, które wywołają u was obfite łzawienie, szlochy i jęki rozpaczy. I nie będzie to depresja wywołana złą jakością utworów (np. Sylwii Grzeszczak, która „cie-szysię z małych rze-czybo”), ale spowodowana ich ponadczasową siłą.

Miałem trudność z ułożeniem piosenek w odpowiedniej kolejności, więc wszelkie wątpliwości typu „ale ten jest smutniejszy od tamtego” mają sens.

(Lista przeznaczona jest dla osób o bardzo silnych nerwach.)

10. Myslovitz – „Good Day, My Angel”

OK, nie lubię tego zespołu, bardzo. Kwestia gustu. Ale ten utwór to czysty geniusz (w wersji dziesięciominutowej brzmi jeszcze lepiej). Doorsowski odjazd klawiszowy, Rojek brzmiący nie jak on, bajeczne wzloty gitar. Trójka lubi puszczać „Good Day…” o późnej porze… albo w Zaduszki. Coś w tym jest.

9. LCD Soundsystem – „Someone Great”

Tym razem smutna dyskoteka. Do tego utworu można zatańczyć, ale będzie to zapewne dziwny taniec. Już samo wejście charakterystycznego motywu zapowiada, że nie będzie wesoło, a co dopiero, jeśli wsłuchamy się w równie niewesoły tekst poświęcony końcowi jakiejś znajomości/śmierci kogoś bliskiego. I te dzwoneczki, i to „when someone great has gone” pod koniec. Smutna dyskoteka, niestety.

(Podaję wersję albumową, bo w klipie utwór jest przyśpieszony.)

8. Jeff Buckley – „Forget Her”

Oto pierwszy nieszczęśliwie zmarły artysta na naszej liście. Jeff, syn Tima, zginął po wydaniu swojej pierwszej płyty („Grace”, jedna z najlepszych płyt lat 90.), a tuż przed zakończeniem prac nad drugim albumem. Samobójstwo? Nieszczęśliwy wypadek? Nie wiemy. Została po nim niezwykła, smutna muzyka, jak „Forget Her”. Buckley próbuje utwierdzić się w przekonaniu, że zapomniał o ukochanej, ale wie, że okłamuje sam siebie. Nic, tylko przejść do następnego punktu listy…

7. Morrissey – „Life Is a Pigsty”

Mozz nagrał pewnie wiele smutniejszych utworów, ale ten trafia tu po pierwsze za tytuł („życie to chlew”), a po drugie za genialną atmosferę całej kompozycji. Odgłos deszczu, świetna perkusja, minorowe klawisze, no i to przejście do refrenu. Poezja. Smutna, tak jak każda dobra poezja.
 

6. Tom Waits – „Martha”

„Jak to, a czemu nie późny Waits, ten rzężący?” Dlatego, że na pierwszej płycie („Closing Time”) miał jeszcze głos młodzieniaszka. Dzięki temu coś tak banalnie prostego i smutnego jak historia faceta, który wyśpiewuje swojej dawnej kochance miłość, brzmi przejmująco. I nie jestem osamotniony w stwierdzeniu, że to jeden ze smutniejszych utworów Waitsa.

5. Bob Dylan – „Love Sick”

Jakiś złośliwiec mógłby powiedzieć „cokolwiek dasz Dylana, ludzie będą płakali”, ale zostawmy tę kwestię na inną okazję. Kiedyś myślałem, że jego najsmutniejszym utworem jest „It’s Alright, Ma…”. Ale gdy nagrywał „Love Sick” miał za sobą kilka nieudanych związków, ciężką chorobę i różne wyniszczające nałogi. Dylan brzmi tutaj jak zmęczony starzec, który ma do przekazania światu przerażające rzeczy.

4. Ewa Demarczyk – „Tomaszów”

Wiersz Juliana Tuwima jest sam w sobie poruszający, w interpretacji „Czarnej Madonny” zyskuje dodatkowo pogrzebową monotonię, dobijającą słuchacza. „Tomaszów” to Joy Division polskiej muzyki pod względem depresyjności, nie bójmy się tego porównania.

3. Johnny Cash – „Hurt”

Tak, to cover utworu Nine Inch Nails, wiem to. Ale oryginał (chociaż świetny) nijak nie ma się do kongenialnej wersji Casha. Głos zmęczonego, chorego człowieka idealnie współgra z konfesyjnym, genialnym tekstem Trenta Reznora. „Hurt” to rzadki przypadek w muzyce, gdy czuję, że wokalista śpiewa całym sobą.

2. Radiohead – „Exit Music (For a Film)”

Perełka wśród smutnych utworów – na początku tylko akustyczna gitara, potem dopiero elektronika, która w niczym nie burzy klimatu tej przepięknej piosenki. Chór brzmiący jak poszatkowane sample, no i genialne przejście przy „and you can laugh”. Tekst mroczny, niejednoznaczny, idealnie współgrający z muzyką. Nie zagrali tego w Poznaniu chyba tylko dlatego, aby nie spowodować załamania nerwowego u kilku tysięcy słuchaczy. „Exit Music…” to arcydzieło samo w sobie, ale nie oszukujmy się – numerem jeden mogło być tylko…

1. Joy Division – „Decades”

Wiadomo – całe „Closer” jest jak zjazd do najgłębszych mroków depresji. Wiadomo – Ian Curtis popełnił samobójstwo po obejrzeniu „Stroszka” Herzoga i przesłuchaniu „The Idiot” Iggy’ego Popa. I mimo całej tej legendy, która nakłada się na ten utwór, ma on w sobie coś tak zimnego, że żadna smutna historia nie jest w stanie tego przekazać. Atmosfera depresyjnego rytuału (początkowe „szurnięcia”), powtarzalne klawisze, wokal Curtisa genialny jak zawsze. Nic dodać, nic ująć.


Co myślicie o tej liście? Zgadzacie się z nią? Odrzucacie w stu procentach? Macie swoje, lepsze propozycje?

sob., 12/17/2011 - 17:48
Anonim
Anonim

Ojej, muszę to dodać! Koniecznie! http://www.youtube.com/watch?v=Ejw4IlK0-O8

Koralina

sob., 01/28/2012 - 09:55
dziewczynka

 zgadzam się, od siebie dodałabym jeszcze "black" pearl jam 

 

pon., 01/30/2012 - 00:55
Anonim
Anonim

King Crimson Epitaph bije wszystko

pt., 03/09/2012 - 23:19
zypon

Myślę, że warto to uwzględnić w ów zestawieniu: http://www.youtube.com/watch?v=sD2cPL5rDM8&feature=fvwrel

forum

Najnowsze komentarze

  • Тут вы обязательно отыщите для себя очень много от...
  • Spoko. Afirmacja życia, hart ducha, ascetyzm plus...
  •  To tylko fragment tekstu. Tę "wytężon...
  •  ej, ale to Białowąs była pierwsza, a nie...
  • Świetny tekst. Pełen ciekawych metafor i świeżego...

Książę i Żebrak - Newsletter

Subskrybuje zawartość

 zdajprawko.pl