Jesteśmy okiem na ku...

Logowanie


Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się, zajmie Ci to nie więcej niż minutę.

Połącz
Do logowania możesz użyć swojego konta na facebooku. Aby to zrobić kliknij Połącz
publikuj swoje teksty

H vs. H i historia polska

Zafundowałam sobie ostatnio kinową edukację z historii najnowszej. Stoczone starcia: 2. Wynik: 1;1. Wnioski: niby źle nie jest, ale też na pewno nie na medal.

Na warsztat wzięłam dwie pozycje: głośną „1920. Bitwę warszawską” Jerzego Hoffmana i „W ciemności” Agnieszki Holland, który to film do dystrybucji kinowej wejdzie dopiero z początkiem roku 2012. O ile propozycja Holland była dla mnie zupełną tajemnicą, o tyle powiem szczerze, że do przedsięwzięcia Hoffmana nastawiona byłam dość sceptycznie.

I tu przyznać muszę – pomyliłam się. Niestety, bo hoffmanowska produkcja nie była, jak się spodziewałam, „niczym szczególnym”. Była szczególnie słaba. Pomijam kwestię zastosowania techniki 3D, bo zupełnie się na jej tajnikach nie znam. Oddaję hołd cesarzowi zdjęć – Sławomirowi Idziakowi, bo jak zawsze pokazał, że co klasa to klasa; ale tu niestety dobre słowa się kończą. Wszystko inne, począwszy od scenariusza, przez dobór ról i ich odegranie po prostu rozczarowuje i irytuje. „Bitwa warszawska” to kolejne wielkie polskie dzieło o niczym - po raz enty na ogromną produkcję poszły jeszcze większe środki państwowe, które mogłyby dofinansować znacznie bardziej wartościowe i znacznie mniej komercyjne propozycje. Twórcy podeszli do produkcji z tak dużą dozą nonszalancji, że nie zadbali nawet o najprostsze kwestie i tak np. Natasza Urbańska występuje na scenie, na którą z powodzeniem można by było wprowadzić jeżeli nie Madonnę, to przynajmniej Lady Gagę. Jeśli tak prezentowały się międzywojenne kabarety - chapeau bas. Irytujący jest scenariusz, który nie tworzy spójnej oraz logicznej całości; przeciętny widz wynosi z kinowej sali jedynie okulary 3D ukryte w kieszeni. (Powstrzymam się od komentarza w kwestii piosenki końcowej, bo po „Dumce na dwa serca” nie sądziłam, że Jacek Cygan jest zdolny wymyślić coś równie przaśnego. Otóż, niestety jest).

Ale najbardziej wkurza mnie fakt, że nikt „Bitwy” oficjalnie nie skrytykuje, bo to przecież wielki Jerzy Hoffman, więc nie wypada. Jakiś czas temu - nie tak dawno - byłam przypadkiem na benefisie reżysera. I nasuwa mi się niezbyt optymistycznie nastrajająca refleksja, że ów benefis świetnie oddaje to, co trzeba powiedzieć o „Bitwie warszawskiej”: niby wielka pompa (bo i prezydent Komorowski, i zagraniczne delegacje, i lokalizacja w Wilanowie) a za kulisami, na nieoficjalnym już przyjęciu, bigos z grochówką i jednorazowe sztućce. Lekki dysonans, żeby nie powiedzieć kolokwialnie: kaszana.

Podobnie z produkcją reżysera: wielki temat, świetny operator – magik, który z kamerą potrafi zrobić chyba niemal wszystko; gotowa epicka historia, która zawsze się sprzeda: bo oto z jednej strony mamy piękną tancerkę, z drugiej (w miarę) przystojnego ułana. Miłość, wojna i jedna z największych bitew w historii Polski – scenariusz zdaje się leżeć na talerzu jak danie w 5 minut. Wystarczy zalać wrzątkiem zaparzyć i gotowe. Tymczasem okazuje się, że nawet tak prostą potrawę można zwyczajnie po ludzku spartaczyć.

W zasadzie nie wiem skąd w Polsce ta mania kręcenia filmów historycznych. Rozumem, że misja telewizji. I że dofinansowanie z Polskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. I że rozgłos w mediach. Ale jak robić, to robić z głową. Rzetelnie, z szacunkiem (niemylonym z ugrzecznionym nabożeństwem). Jeżeli brać się za to w ogóle, to brać się dobrze, tak jak zrobiła to Agnieszka Holland.

Bardzo jestem ciekawa i nie mogę się doczekać reakcji z jaką „W ciemności” przyjmą widzowie. Bo nie jest to ani film łatwy w odbiorze, ani przyjemny; nie kusi spektakularnymi efektami (o które raczej trudno, biorąc pod uwagę fakt, że akcja w przeważającej większości rozgrywa się w lwowskich kanałach, czyli - nie bójmy się powiedzieć tego głośno – w szambie miasta). A jednak, mimo nieprzyjaznego otoczenia, mimo mało przyjemnej tematyki, braku krystalicznych i szlachetnych bohaterów, bez epickich szerokich kadrów i brawurowych zdjęć, obraz wzrusza (nie rozczula) i zmusza do refleksji. Bez zbędnego wymachiwania nieszczęściem, niesprawiedliwością i krzywdą. Bez wielkich mów i wołania o sprawiedliwość. Wszystko pozostawione do oceny widzowi, za co szczególnie reżyserce dziękuję; to pierwszy od naprawdę bardzo długiego czasu w polskim kinie sygnał, że ktokolwiek jeszcze docenia i wierzy w inteligencję, wyczucie i doby gust widza.

Być może Agnieszka Holland nawet tę inteligencję - a przynajmniej przeświadczenie o rzetelnej, dobrze ugruntowanej historycznej wiedzy oglądających - przecenia, bo akcja „W ciemności” może wydać się nieco zawiła. Wiadomo, że wojna. Łatwo się domyślić, że światowa i w dodatku druga; więcej czasu zajmuje dojście gdzie toczy się akcja i jaki to mniej więcej okres. Ten brak jasności scenariusza może nieco przeszkadzać w odbiorze filmu. Jednak w gruncie rzeczy szybko się o tym zapomina - bo przecież nie o wojnę w globalnym kontekście chodzi, ale o uchwycenie pewnego jej kadru w skali makro. A Agnieszka Holland robi to bezbłędnie - w przeciwieństwie do Jerzego Hoffmana.

Gdyby pokusić się o wyciąganie wniosków tylko na podstawie „Bitwy warszawskiej”, można by odnieść wrażenie, że reżyser albo wagarował na historii w szkole, albo powinien sobie nieco odświeżyć wiedzę - chociażby w pigułce - bo w „Bitwie warszawskiej” nic się w zasadzie historii nie trzyma. I wcale nie chodzi mi już o to, że polski ułan w XX-leciu nie ożeniłby się nigdy z kabaretową aktoreczką (jaką de facto była grana przez Nataszę Urbańską Ola Raniewska) ani też nie o to, że ułan ów nigdy nie przyłączyłby się (i to w dodatku jakby od niechcenia i z przypadku) do bolszewików. Nie chodzi mi ani o nieśmieszne żarciki z homoseksualnym podtekstem ani nawet o to, że wojsko polskie przedstawione zostało jako ofermowate, niezbyt rozgarnięte zbiorowisko, więc niespodziewane nadwiślańskie zwycięstwo przedstawić trzeba było („tym naszym Polakom” – jak pada w jednej z końcowych scen na ekranie) jako „cud”. Chodzi mi raczej o to, jak kadr „Bitwy warszawskiej” składa się na kompozycję większego obrazu, który przedstawiając bądź co bądź bardzo plastyczną i chwytliwą historię najnowszą Polski zamiast swoistej „Panoramy Racławickiej” maluje kiczowatego jelenia na rykowisku, tym samym robiąc jeleni z widzów w kinie.

Całe szczęście, nasz honor Polaka ratuje „W ciemności” Agnieszka Holland. Produkcja zasługuje na wszelkie możliwe wyrazy pochwały, które oby - bardzo bym chciała - znalazły odzwierciedlenie na najbliższej oscarowej gali. Realne szanse są, bo film powstaje w koprodukcji niemiecko-kanadyjsko-polskiej, nazwisko Agnieszki Holland cieszy się powszechną estymą a i tematyka filmu na wręczenie statuetki dobrze rokuje. Wystarczy przypomnieć słowa Kate Winslet, która po uhonorowaniu złotą figurką za kontrowersyjnego „Lektora” (przypominam, że w tym samym sezonie aktorka zagrała w znacznie lepszej „Drodze do szczęścia”) skwitowała decyzję jury słowami, że wystarczy zagrać w filmie o holocauście albo tematyce żydowskiej i nagroda murowana. Miejmy nadzieję, że podobna zasada obowiązuje, kiedy taki film się reżyseruje. Możemy być dumni z „W ciemności”. Szkoda tylko, że jest to jeden z nielicznych wyjątków na mapie wojennej kinematografii, przynajmniej jeżeli o historię najnowszą chodzi. Źle z nią nie jest, ale dobrze też nie. Powiedziałabym: nijako. Co niepokojące to fakt, że taka sytuacja jakby całkiem owładnęła polskich reżyserów, którzy jeden po drugim biorą się za wielkie tematy, mają wielkie budżety i możliwości, a w konsekwencji nic wielkiego z tego nie wychodzi. I boję się, że żeby w tym polskim filmowaniu coś zmienić, pomóc może jedynie cud. I to na miarę tego z 1920 roku. Znad Wisły, nie z planu Hoffmana.

forum

Najnowsze komentarze

  • Тут вы обязательно отыщите для себя очень много от...
  • Spoko. Afirmacja życia, hart ducha, ascetyzm plus...
  •  To tylko fragment tekstu. Tę "wytężon...
  •  ej, ale to Białowąs była pierwsza, a nie...
  • Świetny tekst. Pełen ciekawych metafor i świeżego...

Książę i Żebrak - Newsletter

Subskrybuje zawartość

 zdajprawko.pl